Giełdy komputerowe i dmuchanie w kartridże – jak grało się w latach 90.
Dzisiaj kupienie gry to kwestia dwóch kliknięć na Steamie czy w sklepie konsolowym. Trzydzieści lat temu zdobycie nowego tytułu było całą wyprawą, pełną emocji, ryzyka i... osiedlowej magii.
KULTOWE GIEŁDY I BAZARKI
Każda niedziela wyglądała tak samo. Pobudka z samego rana i podróż na lokalną giełdę komputerową lub targowisko. Wśród łóżek polowych rozłożonych w pył i kurz leżały setki żółtych kartridży w plastikowych pudełkach.
To tam dokonywało się słynnej "wymiany" – oddawałeś dwie swoje stare dyskietki i dopłacałeś parę złotych, żeby dostać nowy hit. Często kupowało się "kota w worku", bo etykieta na kartridżu z Batmanem wcale nie oznaczała, że po włożeniu do konsoli odpali się Batman!
DMUCHANIE W KARTRIADŻ – DIAGNOSTYKA LAT 90.
Gdy gra nie chciała zaskoczyć i na ekranie pojawiały się kolorowe paski albo czarny ekran, nikt nie czytał instrukcji. Istniał tylko jeden, uniwersalny protokół naprawczy:
- Wyciągnąć kartridż z konsoli.
- Wziąć głęboki oddech.
- Dmuchnąć z całej siły w miedziane styki na dole dyskietki.
- Wsunąć z powrotem, docisnąć i modlić się o pojawienie się napisów startowych.
Co ciekawe, wilgoć z naszego oddechu wcale nie pomagała elektronice, ale... w 90% przypadków to działało!
POWRÓT DO TAMTYCH CHWIL
Dziś nie musisz szukać giełdy ani martwić się zakurzoną dyskietką. Na GameNES.pl zebraliśmy te wszystkie klasyki w jednym miejscu – odpalisz je w parę sekund bezpośrednio w swojej przeglądarce, dokładnie tak, jak za starych, dobrych lat.